Agnieszka Świst-Kamińska: Pana blog czyta tysiące osób. Jak zaczęła się Pana przygoda z blogiem i skąd wziął się pomysł na pisanie bloga o marketingu?

Artur Jabłoński: Tak, średnio miesięcznie odwiedza mnie około dwudziestu tysięcy osób, które mają ochotę czytać o marketingu internetowym. Natomiast zaczęło się od czegoś zupełnie innego. Blog pierwotnie funkcjonował pod inną nazwą i miał być… lifestyle’owy. Pierwszy wpis, jaki na nim opublikowałem dotyczył seriali. Z czasem zauważyłem jednak, że ciągnie mnie do pisania o marketingu. Pracowałem w agencji reklamowej, żyłem tym tematem, przelewałem więc swoje przemyślenia i wskazówki na ekran komputera. To wyszło naturalnie. Po prostu chciałem dzielić się wiedzą.  Tak też zresztą zostało do dzisiaj. Blog oczywiście jest dla mnie źródłem nowego biznesu, ale dalej prowadzę go z tą samą radością i cieszy mnie każda wiadomość, że wpis pomógł komuś ulepszyć swoje działania promocyjne. Dostaję mnóstwo wiadomości z mniej lub bardziej konkretnymi pytaniami – czy to na czacie, czy to na mejlu – na każdą odpisuję. Chcę być blisko moich czytelników.

-Posiadanie strony www to niemalże podstawa istnienia firmy w Internecie. Jednak niektóre z nich nie prowadzą bloga eksperckiego. Czy Pana zdaniem taki blog to przydatne narzędzie e-marketingu?

-Szalenie przydatne. Blog firmowy daje bardzo dużo korzyści. Część z nich jest wręcz oczywista, jak szeroko w tym zakresie omawiane budowanie wizerunku eksperta w swojej branży, co zwiększa zaufanie klientów do naszej marki. Blog to również dobry sposób na pozycjonowanie naszej witryny i generowanie ruchu. Odpowiadamy bezpośrednio na zapytania potencjalnych kupujących i dzięki temu upewniamy się, że wylądują właśnie u nas. Dla mnie przede wszystkim blogi to doskonałe narzędzie generowania sprzedaży i leadów, o czym już rzadziej się wspomina. Odpowiedni dobór tematów, zaprojektowanie ścieżki zakupowej czytelnika blogu oraz spięcie tego np. z systemami do automatyzacji marketingu daje świetne wyniki. Oczywiście pod warunkiem, że robi się to z głową. Jak ze wszystkim.

-A jakie narzędzia e-marketingu są niezbędne do kreowania wizerunku firmy?

-To bardzo szerokie pytanie i kolejne, które odwrócę :) Narzędzia są rzeczą, o której powinno myśleć się dużo później niż większość ludzi sądzi. Bardzo często spotykam się z podejściem „Chcemy, żeby ktoś poprowadził dla nas konto na Facebooku” albo „Proszę przeprowadzić dla nas kampanię Google Adwords”. Zawsze wówczas mówię: spokojnie, zróbmy krok do tyłu. Bo najpierw paść musi cała seria kluczowych pytań. Kto jest grupą docelową? Jaki jest produkt i co go wyróżnia na tle innych? Co mamy do zakomunikowania klientowi? Które elementy oferty przekonają go do zakupu? Dopiero mając tego typu wiedzę możemy zacząć zastanawiać się nad tym, jakie kanały i narzędzia będą skutecznym sposobem by dotrzeć do ludzi, o takim właśnie profilu.

-Co sądzi Pan o polskiej blogosferze?

To bardzo szerokie pytanie. Odpowiem przewrotnie: nie ma czegoś takiego jak polska blogosfera. To tak, jakby spytać, co sądzi Pan o polskim sporcie. Blogosfera to bardzo szerokie i wewnętrznie zróżnicowane zjawisko. Jest tam wiele rzeczy niegodnych uwagi, jak to w kulturze popularnej bywa, ale jednocześnie mnóstwo osób, ruchów, akcji godnych obserwowania i naśladowania. Jestem wielkim fanem i orędownikiem blogosfery. Uważam, że twórcy internetowi wnoszą do życia ludzi wiele wartości: uczą (od oszczędzania po styl), bawią, są drogowskazem życiowym (tak, są i tacy blogerzy). Wiele można się od nich nauczyć o przekuwaniu pasji w pracę, rozwoju zawodowym i osobistym. Na pewno każdy znajdzie coś dla siebie.

-Jak pisać, żeby nas chętnie czytano?

Wszystko zależy od tematyki, publiki i efektu, jaki chcemy osiągnąć. Chcemy dawać wartość, być postrzegani jako eksperci? Spokojny, wyważony, ale zrozumiały styl będzie na miejscu. Choć na przykład agresywne słownicwo może być sposobem na wyróżnienie się, jak w przypadku Food Emperora. Na pewno warto popracować nad warsztatem. Każdemu się wydaje, że umie pisać po polsku, ale pisać w prosty i przejrzysty sposób to sztuka. Szczególnie, że czytelnik w internecie ma inne przyzwyczajenia i oczekiwania od tekstu, począwszy od jego wyglądu, a na stylu skończywszy. Trzeba umieć się do niego dostosować.

-A jakie najczęściej popełnia się błędy w pisaniu bloga?

Mogę wskazać najmniej kilka: Brak zastanowienia się, co mnie wyróżnia na tle innych, czyli w skrócie odpowiedzi na pytanie, dlaczego ludzie mieliby czytać właśnie mnie, a nie inne blogi. W sieci jest masa blogów kulinarnych, modowych, itd. W czym Twój jest lepszy? Weźmy szafiarkę. Może się wyróżnić np. zawężając tematykę do konkretnego okresu historycznego (jak np. Rockagirl czy Vintage Lady). Może wyróżnić się stylistyką zdjęć. Łączeniem prezentacji stylizacji z historią ubioru. I tak dalej. Inny problem: brak określonej tematyki. Szczególnie ważne na początku, gdy jesteśmy jeszcze nieznani. Spójrz na swój blog. Teraz wyobraź sobie, że widzisz go po raz pierwszy. Zerknij na kilka najnowszych wpisów i powiedz, o czym jest. Układa Ci się to w spójną całość? Jeśli tak, to dobrze. Jeżeli nie, a nie masz jeszcze wyrobionego nazwiska, popracuj nad tematyką. Z blogami jest tak, że na początku czytają nas ludzie z naszego kręgu społecznego (bo to my), potem zaś ludzie zainteresowani tematyką. Musimy pokazać tym osobom, czego mogą się po nas spodziewać. Skakanie z kwiatka na kwiatek (raz napiszę o tym, a raz o tym, bo tak) nie pomoże. Jeszcze inny błąd: lekceważenie roli designu. Ludzie często wychodzą z założenia, że dobra treść, podobnie jak dobry produkt, sama się sprzeda i w obu przypadkach jest to nieprawda. Design komunikuje jakość Twoich treści. Jeżeli wyglądasz jak wszyscy, to jesteś jak wszyscy. Jeżeli wyglądasz ja witryna sprzed dekady, to znaczy, że pewnie piszesz słabo. Oczywiście to nie musi być prawda, ale złudzenia poznawcze sprawiają, że tak właśnie ludzie będą o Tobie myśleć. Można by wymieniać i wymieniać, ale na początek polecam popracować nad tymi rzeczami.

-Jakie można dać wskazówki osobom, które chcą założyć bloga?

-„Done is better than perfect”. Znam mnóstwo osób, które mogłyby zaoferować nielichą wartość swoim czytelnikom, ale tego nie robią, bo a) czekają na idealny moment b) liczą na natchnienie c) nie chcą startować z niedopracowanym produktem. W rezultacie nie robią nic, a czas ucieka. Zacznij z niedoskonałym szablonem, przygotuj sobie pomysły na kilku wpisów do przodu i działaj. Dobrze mieć plan, ale nie przewidzisz wszystkiego na rok do przodu ani nie dopracujesz wyglądu witryny do perfekcji za pierwszym razem (w zasadzie nigdy tego nie zrobisz i pogódź się z tym). Musisz być elastyczny. Zobaczyć, o czym Ci się najlepiej pisze. Ty się zmieniasz, więc i Twój blog będzie się zmieniał. Nie będzie lepszego momentu niż właśnie teraz.