Dziś  modzie opowiada Agnieszka z bloga fit-ashion.

Agnieszka Świst-Kamińska: Czym jest dla Ciebie moda?

Agnieszka Siemianów: Większości, moda kojarzy się z ubiorem, projektowaniem, określonym stylem. Dla mnie, paradoksalnie, pomimo iż prowadzę modowego bloga, moda nie jest tylko i wyłącznie tym co nosimy. Moda – otacza nas zewsząd i pojawia się na każdym kroku. Ostatnim krzykiem mody może być najnowsza torebka od Balmain, ale również nowa kanapa w fajnym princie, czy też zagraniczny wyjazd do kraju, który został okrzyknięty „hitem danego sezonu”. Jak swego czasu mawiał Heraklit „panta rhei” – „wszystko płynie”,  nic nie jest wieczne; zatem i moda musi się zmieniać, a najgorętsze trendy sezonu niestety szybko przemijają. Dlatego, ja w swoich stylizacjach, staram się nie podążać „ślepo” za nowinkami ze świata mody. Zawsze słucham tego, co dyktuje mi nie tylko serce, ale również – co podpowiada rozum. Już jakiś czas temu zrozumiałam, że każdy powinien posiadać tzw. „klasyki” – rzeczy, czy też przedmioty ponadczasowe, po które nawet po 10-ciu latach z przyjemnością i bez obciachu sięgniemy. Czarne szpilki z czerwoną podeszwą od Louboutin, mogą być przykładem tzw. „must heve” (mam nadzieję, że kiedyś zagoszczą również w mojej szafie ).

-Jakie masz obserwacje co do mody w Polsce?

-Niestety, polska moda uliczna nadal jest bardzo zachowawcza, chociaż i tak jest lepiej niż było jeszcze kilka lat temu. Mam jednak wrażenie, że ludzie boją się eksperymentować i wyróżniać z tłumu (a przynajmniej ich większość). I proszę mnie tutaj źle nie zrozumieć – wcale tego nie krytykuję. Czasami, sama wolę skorzystać z tak zwanych „pewniaków”, czyli klasycznych zestawów, niż ubrać coś w czym będę czuć się nieswojo, albo jakbym była „przebrana”. Chciałabym, żeby na naszych ulicach pojawiło się więcej „koloru”… Będąc chociażby w Nowym Jorku, na ulicy można zobaczyć cudowne i zarazem dziwaczne kreacje i ludzi, dla których takie modowe szaleństwo jest normalnością (aż samemu ma się ochotę zaszaleć z kreacjami). Myślę, że takie „modowe szaleństwo” wyszłoby nam tylko na dobre… bo skąd możemy wiedzieć, że coś nam nie odpowiada, że w czymś czujemy się źle, skoro nawet nie mieliśmy okazji tego spróbować?

-Skąd czerpiesz inspiracje?

-Zdarza mi się oglądać pokazy mody z trendami na nadchodzący sezon, ale wbrew pozorom – to nie one są moim głównym źródłem inspiracji. Idąc z duchem czasu, ciekawych rozwiązań szukam głównie na Instagramie i innych modowych blogach. Ten pierwszy jest tak ogromną skarbnicą cudownych stylizacji, że mogłabym go przeglądać godzinami. Lubię też zaglądać na moje ulubione blogi, gdzie koleżanki „po fachu” potrafią zachwycić mnie nawet tak zwanym „casual lookiem”. Jak się okazuje – taki zwykły, codzienny strój też może być ciekawy; wystarczy odpowiednio dobrać dodatki (czyli to, co nie raz stawia kropkę nad przysłowiowym „i” całej stylizacji).

-Jak określiłabyś swój styl?

-Lubię myśleć, że mój styl ciągle ewoluuje. Słucham co podpowiada mi serce, a z drugiej strony sprawdzam w czym czuję się dobrze. Obecnie jestem na etapie fascynacji „klasykami” w zestawieniu ze sportowymi dodatkami i na odwrót. Moi bliscy, czasami miewają wątpliwości, odnośnie moich eksperymentów modowych, ale co oni tam wiedzą…? :) Mam nadzieję, że jak już znajdę swój styl to stanie się on moim znakiem rozpoznawczym… Ale póki co, cieszę się z tego, że mogę pobawić się/poeksperymentować modą.

-Czy jest jakiś element garderoby, którego nigdy byś nie założyła?

-Zycie nauczyło mnie, żeby nigdy nie mówić nigdy, bo wtedy potrafi spłatać figla i sobie z nas nieźle zadrwić. Dlatego, nigdy nie odrzucam nawet najdziwniejszych propozycji projektantów; przecież nigdy do końca nie wiadomo, czy coś, co kiedyś było obciachem, nie stanie się normą. Pamiętam czasy, kiedy założenie adidasów do sukienki było ogromnym faux paux; obecnie – co druga dziewczyna preferująca casualowy styl, tak właśnie się ubiera :).

-A rzecz, która stanowi must have w Twojej garderobie to…?

-Chyba nie będę oryginalna jeśli powiem, że kocham buty i torebki! Tych nigdy dość i zawsze jak jakiś okaz wpadnie mi w oko, to przekonuje samą siebie, że ten konkretny model jest mi absolutnie niezbędny! Często toczę ze sobą wewnętrzny dialog: „Kup ją! Przecież takiego różowego shoppera jeszcze nie masz…” Dochodzi nawet do tego, że miewam chwilową amnezję (dziwnym trafem, zazwyczaj w sklepie zapominam, że może i różowego faktycznie  nie mam, ale w mojej garderobie jest już okaz czarny i zielony). Ostatnio, równie mocno, pokochałam ramoneski. Są świetne i możemy je nosić praktycznie przez cały rok i do wszystkiego. Wiosną zakładam taką na t-shirt; latem kiedy mamy chłodniejszy wieczór, zarzucam ją na sukienkę, a jesienią – pod ramoneskę zakładam gruby sweter. Tylko zimą, na moment, odkładam ją do szafy, by z pierwszymi cieplejszymi dniami zwiastującymi wiosnę, znowu po nią sięgnąć.

-Twoje życiowe motto?

Mam ich kilka! Ale to najważniejsze to chyba: „Ciesz się życiem, realizuj swe marzenia i poszukuj coraz to nowych dróg własnej satysfakcji i spełnienia!” Przynajmniej raz w roku, spisuje na kartce swoje cele i pojawiające się w głowie marzenia, bo głęboko wierzę, że spisane mają większą siłę materializacji!

Serdecznie dziękuję i zapraszam na bloga Agnieszki.

DSC_0451